Ładowanie Konfiguracji Stylów. Proszę czekać...

REKOMENDOWANE ARTYKUŁY

Powraca głośna sprawa Tęczowych Maryjek.

Po ponad rocznym śledztwie płocka prokuratura wystosowała akt oskarżenia wobec trzech aktywistek za obrazę uczuć religijnych, która polegała na rozklejaniu wokół kościoła św. Dominika wizerunków Maryi z tęczową aureolą.

8 lipca 2020 roku prokuratura rejonowa w Płocku poinformowała o przedstawieniu zarzutu obrazy uczuć religijnych, czyli naruszenia art. 196 kodeksu karnego, trzem osobom: Elżbiecie Podleśnej oraz towarzyszącym jej aktywistkom Annie i Joannie.

Akt oskarżenia, który skierowano do Sądu Rejonowego w Płocku, dotyczy „rozklejenia na toalecie, koszu na śmieci, transformatorze, znakach drogowych i ścianach budynków wydruków przedstawiających przerobiony obraz Matki Bożej Częstochowskiej z widoczną aureolą w kolorach tęczy, będącej symbolem społeczności LGBT”. za co grozi 2 lata pozbawienia wolności.

Akcja z rozklejaniem „tęczowych Maryjek” była głośną i wymowną odpowiedzią na działania parafii św. Maksymiliana Kolbego. W kościele św. Dominika, należącym do parafii, wystawiono z okazji Wielkanocy Grób Pański z homofobicznym przekazem. Nad wielkim krzyżem z biało-czerwoną szarfą umieszczono napis – „Zachowaj nas od ognia niewiary”. Pod krzyżem poustawiano pudła owinięte w szary papier, każde podpisane imionami grzechów: „Hejt”, „Pogardę”, „Chciwość”, „Kradzież”, ale także „Gender”, „LGBT”, „Zboczenia”.

W nocy z 26 na 27 kwietnia 2019. w okolicy płockiego kościoła ktoś ponaklejał nalepki z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej z małym Jezusem na ręku. Obydwie postacie otacza tęczowa aureola w kolorach ruchu LGBT. Środowiska prawicowe określały happening „atakiem na Kościół”, politycy mówili o „profanacji”.

Policja przeprowadziła szybkie dochodzenie które miało ustalić sprawców. Rano 6 maja 2019 zatrzymano Elżbietę Podleśną. Przeszukano jej mieszkanie, samochód, zarekwirowano sprzęt elektroniczny i wywieziono do Płocka na przesłuchanie.

Amnesty International Polska i Helsińska Fundacja Praw Człowieka alarmowały, że działania organów ścigania są nieproporcjonalne i noszą znamiona celowych represji. Elżbieta Podleśna jest bowiem znaną aktywistą, która nie raz angażowała się w działania niewygodne dla władzy..

Według unijnego prawa „Modyfikowanie symboli religijnych, nawet prowokacyjne, jest chronione tak jak wolność wyrażania poglądów” Europejski Trybunał Praw Człowieka przyznałby rację Elżbiecie Podleśnej, a nie tym, którzy domagają się jej ukarania za obrazę uczuć religijnych” 

Prezydent Andrzej Duda, Poseł Przemysław Czarnek czy poseł Żalek, to ostatnio nazwiska które podsycają opinię publiczną wypowiedziami na temat środowiska LGBT w Polsce. 

„Próbuje się nam wmówić, że LGBT to ludzie. A to jest po prostu ideologia” - mówił przed kilkoma dniami Andrzej Duda.  

Poseł Jacek Żalek ocenił, że "LGBT to nie ludzie, to ideologia" po tej wypowiedzi został wyrzucony przez redaktorkę z wirtualnego studia w TVN24

Kontrowersyjny Poseł Przemysław Czarnek stwierdził, że osoby LGBT "nie są równe normalnym ludziom", a prawa człowieka nazwał "idiotyzmami". 

Z kolei europoseł Joachim Brudziński napisał na Twitterze, że "Polska bez LGBT jest najpiękniejsza".  

W 1991 roku Kazimierz Kapera, ówczesny wiceminister zdrowia, powiedział, że „homoseksualiści to zboczeńcy roznoszący AIDS” i za te słowa został wywalony z rządu. - W latach 90. i na przełomie wieków politycy głównego nurtu - premier, ministrowie - byli bardziej cywilizowani. A teraz? Dziś w polityce wolno wszystko - mówi historyk prof. Piotr Osęka.

Andrzej Duda swoją kampanię wyborczą oparł na mowie nienawiści wobec LGBT+, twierdząc, że to "nie ludzie, a ideologia" oraz porównując osoby nieheteronormatywne do neobolszewików. W ślad za prezydentem poszli inni prawicowi politycy, którzy dali upust swojej homofobii. Poseł Przemysław Czarnek wypowiedział się o osobach LGBT+, mówiąc „ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy z tą dyskusją”, z kolei poseł Tomasz Rzymkowski zaprezentował satyrę porównującą relacje jednopłciowe między mężczyznami do relacji ludzi ze zwierzętami, zrównując tym samym homoseksualność z zoofilią.

Czy zawsze politycy mogli bezkarnie wypowiadać obraźliwe hasła? Okazuje się, że w latach 90., często nazywanych "dzikimi", za homofobiczne komentarze można było wylecieć z rządu. Zdarzyło się to w 1991 roku - wówczas premier Jan Krzysztof Bielecki wyrzucił wiceministra zdrowia Kazimierza Kaperę po tym, jak ten powiedział, że „homoseksualiści to zboczeńcy roznoszący AIDS”. Czy dziś Kapera za takie słowa także wyleciałby z rządu? Dziś wszystko wolno władzy i za wypowiedzi że LGBT to ideologia nikt nie ponosi politycznych konsekwencji.

Organizacje wspierające ruchy LGBT organizują demonstracje w wielu miastach, aby głośno wyrażać swój przeciw dla obrażania i nie szanowania praw mniejszości w Polsce, a polski internet a także światowe media cytują homofobiczne słowa Dudy.

Poniżej rozmowa z historykiem prof. Piotrem Osęką ktÓra opublikowana została na portalu NOIZZ

 Paweł Korzeniowski: Historia homofobicznych wypowiedzi w polskiej polityce jest długa i szokująca. W 1991 roku Kazimierz Kapera, ówczesny wiceminister zdrowia, powiedział, że „homoseksualiści to zboczeńcy roznoszący AIDS”.

Prof. Piotr Osęka: Ta wypowiedź była podwójnie piętnująca. Bo nie dość, że nazwał grupę osób LGBTQ per “zboczeńcy”, to dodatkowo powiedział, że ci ludzie roznoszą AIDS. Trzeba wiedzieć, że w tym czasie Polacy panicznie bali się AIDS. W miastach odbywały się "bitwy" przeciwko ośrodkom "Monaru", gdzie opiekowano się chorymi. Ale to nie jedyna skandaliczna wypowiedź Kapery. Kilka lat później ten sam człowiek stwierdził, że trzeba „zabezpieczyć interesy białej rasy" (cytat: "Trzeba się obawiać, abyśmy my – jako Europejczycy, jako Europa i biała rasa – mieli w przyszłości coś do powiedzenia”).

Jednak Jan Krzysztof Bielecki, ówczesny premier, po słowach Kapery o “zboczeńcach”, bez słowa wywalił go z rządu. Czy za takie stwierdzenie Kapera wyleciałby dziś np. z PiS-u?

Myślę, że dziś by nie wyleciał. Nie z tego rządu. Politykom PiS nie takie wypowiedzi uchodziły płazem. Przypominam, że niedawno prezydent nazwał homoseksualistów neobolszewikami, a jeszcze wcześniej o przeciwnikach tzw. dobrej zmiany mówił, że są potomkami sowieckich agentów. To są bardzo ciężkie słowa. Odnoszę wrażenie, że dziś już wszystko wolno. Wyobrażam sobie, że polityk PiS mógłby wylecieć z klubu, ale tylko wtedy, gdyby stwierdził, że obywatele homoseksualni powinni mieć dokładnie takie same prawa co heteroseksualni.

Przypominam sobie inne homofobiczne wypowiedzi polskich polityków. Roman Giertych czy Michał Kamiński na początku XXI w. mówili o “pedałach”.

Tak, ale te wypowiedzi pojawiały się obrzeżach dyskursu politycznego, nie w mainstreamie. Poza tym temat LGBT nie był kiedyś tak centralny, jak dziś. Politycy głównego nurtu - prezydent, premier, ministrowie - w latach 90. i 00. pewnych sformułowań unikali, byli bardziej cywilizowani. A teraz? Teraz już od paru lat politycy najwyższego szczebla używają bez skrępowania sformułowań jawnie homofobicznych lub antysemickich. Nastąpiło wyraźne odblokowanie.

Mówi pan, że dziś wszystko wolno. Kiedy to się w Polsce zmieniło?

Trudno wskazać konkretną datę. Ale znamienny był rok 2018, kiedy nowelizacja ustawy IPN zbiegła się z 50. rocznicą marca 68’. Konflikt dyplomatyczny Polska-Izrael sprawił, że nawet najbardziej haniebne sformułowanie można dziś obronić lub stwierdzić, że zostało ono wyjęte z kontekstu.

Jak ocenia pan retorykę, jaką stosuje dziś PiS?

To jest uderzające, że mamy do czynienia ze wskrzeszeniem języka nacjonalistycznej, faszyzującej prawicy sprzed wojny. Bo wtedy właśnie mówiono o "bolszewizmie zmysłów” czy o tym, że Żydzi wspólnie z bolszewikami chcą zniszczyć Polskę poprzez upowszechnianie edukacji seksualnej i niszczenie przyrostu naturalnego. Teraz mówi się o nauce masturbacji - to podobne schematy. Dziś narracja PiS-u to integryzm światopoglądowy, czyli pokazywanie Polski jako konserwatywnego projektu, który trzeba bronić przed wpływami modernizmu. Tylko skąd płynie ten modernizm? Oni się nie mogą zdecydować (śmiech). Raz mówią, że zagrożeniem jest zachodnia dekadencja i upadek obyczajów, a innym razem uderzają w tony o bolszewizmie, czyli wskazują na wschodnie źródło zagrożenia.

Myśli pan, że ta cała kampania anty-LGBT wymknęła się PiS-owi spod kontroli czy jest wręcz przeciwnie?

Według mnie to jest taktyka "hit and run". Duda najpierw robi coś, co się spodoba elektoratowi Konfederacji, a następnego mówi, że został źle zrozumiany. To jest obliczone na maksymalizowanie zysku i minimalizowanie strat. Uważam, że to naiwna taktyka. Mleko się już rozlało, Dudzie ciężko będzie sprostować wszystkie artykuły w zachodniej prasie, które mówią, że prezydent dużego kraju EU przyrównał homoseksualistów do bolszewików.

Przyzna Pan, że przypinanie łatki „ideologii” jest zręcznym zabiegiem. A do tego skutecznym, co widać było przy okazji mitycznego gender.

To prawda. Mówienie o "zboczeńcach" jest nadal czymś obskuranckim, dlatego dzisiejsza prawica wymyśliła sobie zgrabne, ale równie obraźliwe pojęcie "tęczowej zarazy" i "ideologii LGBT". Tak, jak niegdyś antysemityzm ubrano w szaty antysyjonizmu, żeby był bardziej strawny, tak teraz homofobię ubiera się w szaty "ideologii LGBT". Zestawienie wspomnianej “zarazy” z czymś “tęczowym” sprawia, że obrażanie ludzi łatwiej przechodzi przez gardło. Na tej zasadzie łatwo mówić o spisku syjonistów, zamiast spisku żydowskim.

Uważam, że działanie PiS to paniczne szukanie haków na Trzaskowskiego. Nie mają na niego zbyt wiele, bo prezydent Warszawy nie dał się ani nagrać, ani nigdzie też nie zaklął. Kwestia awarii oczyszczalni “Czajka” jest już tak wyeksploatowana, że PiS sam czuje, że nie może już dalej tego – proszę wybaczyć metaforę - gówna wałkować. Dlatego wymyślili sobie, że Trzaskowski to progresywny prezydent, który brał udział w Paradach Równości. Mówią: "patrzcie Polacy, Trzaskowski będzie chciał wam zabrać dzieci i oddać je gejom". To dość prymitywny chwyt, który ujawnia prawdziwy światopogląd prawicowo-nacjonalistycznych elit. Ten światopogląd - nikogo chyba nie zaskoczę - to rasizm, ksenofobia, homofobia. PiS wyraźnie dryfuje w stronę projektu narodowo-konserwatywnego, w którym prawa człowieka i prawa jednostek są wtórne wobec projektu ideowego.

Na koniec. Czy poseł Czarnek powinien zostać wyrzucony z klubu?

Tak, ale gdyby zacząć wyrzucać posłów PiS za skandaliczne wypowiedzi, to lista byłaby bardzo, bardzo długa. Niewątpliwie powinien zostać wyrzucony, ale nie tylko on. W ciągu ostatnich trzech lat takich przykładów mowy nienawiści było więcej.

Antoni Porowski to mieszkający w USA aktor i celebryta o polskich korzeniach. Syn emigrantów interesuje się bardzo sytuacją polityczną w kraju przodków - zwłaszcza w kontekście sytuacji osób LGBTQ, do których się zalicza. Krytykował także sytuacje na marszu Równości w Białymstoku. Porowski ostro skomentował podpisaną przez prezydenta Polski Andrzeja Dudę Kartę Rodziny.

Antoni Porowski to jedna z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd Netfliksa. Aktor o polskich korzeniach jest ekspertem kulinarnym w programie "Porady różowej brygady" (Queer Eye). Wraz z pozostałymi ekspertami - Kyanem Douglasem, Jaiem Rodriguesem, Tedem Allenem, Thomem Filicia i Carsonem Kressley'em - pomaga uczestnikom show zadbać o siebie.

Wszyscy eksperci programu są homoseksualni. Nic dziwnego, że dotarły do nich głośne hasła tzw. Karty Rodziny Andrzeja Dudy. Antoni Porowski odniósł się na Twitterze do homofobicznych postulatów. Przyznał, że ucieszyłaby go porażka obecnie urzędującego prezydenta. 

Homoseksualny gwiazdor odniósł się krytycznie do Karty Rodziny Andrzeja Dudy, krótką ostrą opinią na temat postulatów Andrzeja Dudy podzielił się na Twitterze. Polsko-kanadyjski aktor jest oburzony tym, o co zabiegać chce urzędujący prezydent.

"Pracą urzędnika państwowego jest chronić WSZYSTKICH obywateli danego kraju. @AndrzejDuda jesteś upokorzeniem dla Polski. Bardzo cieszy mnie myśl o twojej przegranej w nadchodzących wyborach. Do całej społeczności LGBTQ+ i naszych sojuszników, proszę, pójdźcie na wybory! #Trzaskowski2020 " - zaapelował Antoni Porowski.

Karta Rodziny, podpisana przez Andrzeja Dudę, to odpowiedź na Kartę LGBT Plus, przygotowaną przez Rafała Trzaskowskiego i przyjętą w Warszawie. W swoich postulatach prezydent Polski wymienił m.in. ochronę dzieci przed ideologią LGBT oraz ochronę instytucji małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety. 

Sytuacja polityczna w Polsce robi się coraz bardziej napięta. Zbliżają się wybory prezydenckie więc każdy z kandydatów stara się pozyskać elektorat poprzez przeróżne obietnice. Kampania prezydencka Andrzeja Dudy nie pozostawia wątpliwości co do tego, którą część wyborców wciąż aktualna głowa państwa chce pozyskać.

Andrzej Duda podpisał ostatnio Kartę Rodziny, w której wyraźnie zaznaczony jest negatywny

stosunek do społeczności LGBTQ. Postulaty o równe prawa dla takich osób są nawet nazywane "ideologią", której - jako rzekomo szkodliwej dla dzieci - nie wolno promować w przestrzeni publicznej.

Andrzej Duda nie spodziewał się jednak, że jego słowa  - bądź co bądź ich autorem jest wybrana w demokratycznych wyborach głowa państwa - rezonować będą z taką siłą poza granicami kraju. Przemówienie Dudy z Brzegu cytowały bowiem najważniejsze światowe media, m.in. Reuters, The Guardian, New York Times, Bloomberg czy Financial Times. 

Duda powiedział podczas wiecu wyborczego w Brzegu: „LGBT to ideologia i pranie mózgów dzieci” Agencja Reutera napisała w sobotę w depeszy pt. "Polski prezydent porównuje ideologię LGBT+ do sowieckiej indoktrynacji" napisała także, że Andrzej Duda jest "sojusznikiem nacjonalistycznej partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS), która odrzuca promowanie praw lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych (LGBT) jako obcych wpływów osłabiających tradycyjne polskie wartości".

Daniel Quczaj na swoij stronie na Facebooku napisał: "Od kilku dni słyszę, że nie jestem człowiekiem -Kochani, jestem literą G w skrócie LGBT, jestem gejem - człowiekiem, ale to nie ja rozbijam polską rodzinę" - pisze na swoim facebooku znany trener. Jego komentarz powinni przeczytać ci, którzy mówią o "ideologii LGBT".

Trwa kampania prezydencka. W tym roku głównym wrogiem polityków PiS są osoby homoseksualne. Andrzej Duda powtarza, że osoby LGBT nie są ludźmi, a ideologią. Budzi to ogromną dyskusję, bo trudno nie odnieść wrażenia, że prezydent (a także poseł Żalek, którego ostatnio Katarzyna Kolena-Zaleska wyprosiła z programu na żywo) odmawia części obywateli Polski człowieczeństwa.

Ostatnie wypowiedzi na temat LGBT prawicowych polityków są szeroko komentowane przez gwiazdy sportu, muzyki, kultury i filmu. Do wypowiedzi prezydenta postanowił odnieść się Qczaj. Trener, który cieszy się ogromną popularnością, a ostatnio dokonał coming outu. Otwarcie powiedział o swojej orientacji, oraz ze w dzieciństwie był molestowany przez najbliższą mu osobę. Nie mógł więc przemilczeć tego, co dzieje się teraz w Polsce.

"Kiedy od paru dni słyszę, że nie jestem człowiekiem, lecz ideologią, która niszczy polską tradycyjną rodzinę, jest mi mega przykro" - pisze trener.

Przyznaje, że jego mama stara się go wspierać i pocieszać, że nie powinien przejmować się takimi wypowiedziami. Jednak gdy podobną retoryką posługuje się także prezydent, nie może nie reagować na szykany.

"Bywa, że oglądam zdjęcia pobitych twarzy i czytam: 'bił/bije mnie mąż', 'zgwałcił mnie dziadek', 'moja mama piła/pije', 'boję się', 'Qczaj’ku pomóż'... Takich wiadomości jest tyle, że sam jestem na terapii, by radzić sobie z presją, którą czuję, chcąc wszystkim pomóc..." - pisze.

"Bałem się nie jeden raz i podobnie jak wiele osób, które do mnie piszą, wychowałem się w 'tradycyjnej polskiej rodzinie'. Tradycyjnie przez wiele czasu wychowała mnie babcia. Tradycyjnie dziś jedna z moich sióstr wychowuje dzieci bez biologicznego ojca, bo rodzinę rozbiła jak w wielu przypadkach przemoc!" - odnosi się do powtarzanych przez polityków PiS słów, że trzeba chronić "tradycyjną polską rodzinę".

"Kochani jestem literą G w skrócie LGBT, jestem gejem - człowiekiem, ale to nie ja rozbijam polską rodzinę! To nie ja doprowadzę niejedną matkę do płaczu, wpędzając ją w poczucie strachu o swoje dziecko. To nie ja doprowadzę do najgorszych decyzji młodego człowieka, który nie wytrzyma presji. Miłość nigdy nie rozbija, rozbija ją podsycana nienawiść i szczucie, które znam od najmłodszych lat..." - komentuje Qczaj.

Przyznaje, że mimo wszystko stara się myśleć pozytywnie. Liczy na ludzi, którzy szanują innych. "Jesteśmy ludźmi, nie ideologią" - podsumował na swoim profilu na Facebooku. 

Fani i gwiazdy nie pozostawili na autorce słynnej sagi o Harrym Potterze suchej nitki, gdy ona skrytykowała osoby transseksualne, w trwającym w czerwcu Miesiącu Dumy nie wykazaŁa się akceptacją społeczności LGBTQ+

Pisarka podczas pandemii wspierała uczniów i nauczycieli. W opublikowanym na Twitterze statusie wyśmiała problemy osób transseksualnych. „Skoro płeć nie jest prawdziwa, to nie istnieje coś takiego jak przyciąganie się osób o tej samej płci. Jeżeli płeć nie jest prawdziwa, to globalna rzeczywistość kobiet przestaje istnieć. Znam i kocham osoby transseksualne, ale poprzez rozmywanie konceptu płci, odbieramy wielu ludziom możliwość rozmawiania o swoim życiu” Pomimo fali krytyki pisarka kontynuowała wywód, podkreślając jednocześnie empatię wobec społeczności trans, pisząc że "przedstawianie prawdy nie jest hejtem”

– Zarzucanie kobietom takim jak ja, że żywią nienawiść wobec osób trans, jest absurdalne. Okazujemy empatię osobom trans od lat i czujemy z nimi bliskość, bo w taki sam sposób narażone są na męską przemoc – dodała. W kolejnym poście wyraziła szacunek wobec prawa do autentycznego i komfortowego życia osób trans. –Chodziłabym na marsze z wami, jeżeli bylibyście dyskryminowani z powodu bycia trans. Jednocześnie nie uważam, żeby stwierdzenie, że moje życie zostało ukształtowane przez bycie kobietą, było nienawistne – podsumowała.

Daniel Radcliffe ustosunkował się do transfobicznych komentarzy pisarki, wyrażając poparcie dla osób transseksualnych, komentując jej wypowiedz na Twitterze.

Aktor powołał się na statystki, pokazujące, że aż 78 proc. młodych osób transpłciowych i niebinarnych doświadczyło dyskryminacji z powodu tożsamości płciowej. „Kobiety transpłciowe to kobiety. Jakakolwiek wypowiedź negująca to stwierdzenie podważa tożsamość i godność osób transseksualnych. Takie działania nie są w zgodzie ze stanowiskiem stowarzyszeń ds. zdrowia i specjalistów, którzy znają się na rzeczy dużo bardziej niż J.K. Rowling, czy ja” - pisał w oświadczeniu na stronie Trevor Project, organizacji non profit poświęconej osobom LGBTQ+, które zmagają się z myślami samobójczymi albo kryzysem.

„Musimy robić więcej i bardziej wspierać osoby transpłciowe i niebinarne zamiast odmawiać im własnej tożsamości i tym samym, ranić ich. Osobiście nadal uczę się, jak być lepszym sojusznikiem, więc jeśli chcecie dołączyć do mnie i nauczyć się więcej na temat tożsamości osób transpłciowych i niebinarnych, sprawdźcie przewodnik Trevor Project zatytułowany Guide to Being an Ally to Transgender and Nonbinary Youth”.

Aktor odniósł się do transfobicznych wypowiedzi J.K. Rowling, w których autorka „Harry’ego Pottera” wyśmiała zjawisko menstruacji u osób transseksualnych. Po tym jak sprzeciwiła się „rozmywaniu konceptu płci”, spotkała się z krytyką ze strony internautów.

Także internauci szybko zareagowali, zarzucając pisarce brak wrażliwości na problemy społeczności LGBTQ. GLAAD, amerykańska organizacja LGBT, której celem jest eliminowanie homofobii i dyskryminacji, opublikowała odpowiedź na post Rowling. – Jeżeli chcecie przekierować swój słuszny gniew wobec transfobicznych wypowiedzi J.K. Rowling w coś pozytywnego, to okażcie wsparcie organizacjom, które pomagają czarnym ludziom trans – MPJ Institute, Black Trans USA, Trans Justice FP, Genderintell, oraz UK Black Pride. W 2020 roku nie ma wytłumaczenia dla atakowania osób trans – dodano.